Słownik angielsko - polski icon

Słownik angielsko - polski

Ocena
4,3
Pobrane
1 000 000+
Wiek
PEGI 3
Reklamy

Dodatkowe informacje

Nazwa aplikacji
Słownik angielsko - polski
Nazwa pakietu
com.dic_o.dico_eng_pol
Deweloper
DIC-o
Ocena
4,3
Wersja
Zależy od urządzenia
Reklamy

Analiza: Appcrazy

Jeśli szukasz prostego narzędzia do sprawdzania angielskich słów bez ciągłego zaglądania do internetu, Słownik angielsko - polski od DIC-o ma bardzo konkretny pomysł na swoją rolę. Nie próbuje być kursem językowym, aplikacją do powtórek ani rozbudowanym tłumaczem całych rozmów. Jego najważniejszą cechą jest działanie offline, a w codziennym użyciu właśnie to najbardziej zmienia komfort korzystania.

Po kilku dniach używania widzę go przede wszystkim jako podręczny słownik do szybkich kontroli: podczas czytania tekstu, nauki, pisania wiadomości albo pracy z materiałem, którego nie chcę wysyłać do zewnętrznego tłumacza. Aplikacja należy do kategorii książek i materiałów źródłowych, jest bezpłatna i ma oznaczenie PEGI 3. To nie jest program dla jednej wąskiej grupy, choć jego prostota sprawia, że najlepiej odnajdą się w nim osoby, które wiedzą, czego szukają.

Połączenie z siecią a szybkie sprawdzanie słów

Warto od razu rozdzielić dwa pytania: czy potrzebuję internetu, żeby skorzystać z podstawowego słownika, oraz czy połączenie przyda mi się do sprawdzenia szerszego kontekstu. Największy sens tej aplikacji widzę wtedy, gdy chcę szybko poznać możliwy polski odpowiednik angielskiego hasła, a nie tłumaczyć całe zdanie. Jeśli znaczenie zależy od tonu, dziedziny albo sąsiednich słów, dodatkowe źródło może być rozsądnym drugim krokiem.

W codziennym użyciu ta różnica pomaga uniknąć niepotrzebnego przełączania aplikacji. Przy krótkim tekście mogę najpierw zanotować nieznane słowo, dokończyć akapit, a dopiero potem wrócić do wyszukiwania. Nie muszę przerywać lektury za każdym razem, gdy natrafię na coś nowego. To drobna organizacyjna wskazówka, ale szczególnie przy dłuższej nauce sprawia, że słownik nie zamienia czytania w serię oderwanych od siebie sprawdzeń.

Offline jako najważniejsza funkcja

W przypadku tego słownika dostęp do treści bez połączenia z siecią nie jest małym dodatkiem, tylko podstawowym powodem, by go zainstalować. Mogę wpisać angielskie słowo w samolocie, w piwnicy, w pociągu z niestabilnym zasięgiem albo podczas nauki w miejscu, gdzie nie chcę zużywać danych. Nie muszę czekać na odpowiedź serwera ani przełączać się między aplikacją a przeglądarką.

Reklamy

Ta różnica jest szczególnie odczuwalna przy krótkich sprawdzeniach. Kiedy czytam artykuł i trafiam na pojedyncze słowo, uruchamianie pełnego tłumacza internetowego bywa nieproporcjonalnie uciążliwe. Tutaj mogę potraktować aplikację jak cyfrowy kieszonkowy słownik: wpisuję hasło, odczytuję polski odpowiednik i wracam do tekstu. Największą wartością nie jest efektowny wygląd, lecz natychmiastowa dostępność podstawowej informacji.

Baza obejmuje około 31 tysięcy przekładów, więc jest nastawiona na praktyczny zakres codziennego angielskiego, a nie na próbę zastąpienia wszystkich specjalistycznych leksykonów. To wystarcza do wielu zwykłych sytuacji, ale warto mieć właściwe oczekiwania. Przy bardzo rzadkim terminie, idiomie, skrócie branżowym albo słowie zależnym od szerokiego kontekstu sam pojedynczy przekład może nie rozwiązać problemu.

Co daje brak internetu w realnym użyciu

Offline zmienia także sposób nauki. Mogę sprawdzać słownictwo w krótkich przerwach, bez odkładania zadania na później. To ważne, bo przy nauce języka często nie przegrywamy przez trudność słowa, tylko przez tarcie: trzeba znaleźć stronę, zaakceptować komunikat, poczekać na ładowanie i dopiero wtedy wrócić do czytania. Ten słownik skraca całą czynność do samego sprawdzenia.

Jest też bardziej przewidywalny niż internetowy translator. Narzędzia online często próbują od razu odgadnąć sens całego zdania, poprawiać wpis albo proponować automatyczne tłumaczenie zależne od kontekstu. To bywa świetne przy dłuższych fragmentach, ale przy jednym haśle może zaciemnić podstawową odpowiedź. Tutaj użytkownik dostaje narzędzie o węższym zastosowaniu, za to łatwiejsze do kontrolowania.

Warto jednak pamiętać o granicy tej wygody. Offline oznacza, że aplikacja nie korzysta z bieżącego kontekstu całej strony czy rozmowy. Jeśli angielskie słowo ma kilka znaczeń, trzeba samemu dopasować właściwe do zdania. Dla osoby początkującej może to być czasem mniej wygodne niż tłumacz kontekstowy, który pokazuje gotową wersję całej wypowiedzi.

Reklamy

Gdy telefon nie ma zasięgu albo sieć zawodzi

Podróż dobrze pokazuje, dlaczego słownik dostępny bez sieci może być przydatny. Na lotnisku mogę chcieć zrozumieć pojedyncze słowo z tablicy lub krótkiej instrukcji, a w pociągu zasięg może zmieniać się między stacjami. W takich sytuacjach samodzielne wyszukiwanie hasła jest mniej zależne od jakości połączenia niż korzystanie z internetowego tłumacza. Nie oznacza to jednak, że aplikacja rozwiąże każdą trudność językową: przy pełnym zdaniu nadal muszę samodzielnie ocenić, które znaczenie pasuje.

Jeżeli wynik wydaje się niepasujący, nie zaczynam od wielokrotnego wpisywania tego samego słowa. Najpierw sprawdzam, czy użyta forma nie jest odmieniona, czy nie chodzi o część stałego wyrażenia i czy temat zdania nie wskazuje na inne znaczenie. Potem mogę porównać rezultat z narzędziem korzystającym z kontekstu, kiedy mam połączenie. Taki sposób odzyskiwania orientacji jest praktyczniejszy niż bezrefleksyjne przyjęcie pierwszego dopasowania.

Rozsądne korzystanie z danych mobilnych

Jeśli pilnuję pakietu danych, warto oddzielić zadania, które mogę wykonać w słowniku, od tych wymagających internetu. Pojedyncze hasła sprawdzam na miejscu, a wyszukiwanie przykładów, szerszych definicji czy tłumaczenie całego fragmentu zostawiam na moment, gdy rzeczywiście tego potrzebuję. Nie muszę otwierać kilku stron tylko po to, by poznać podstawowy sens jednego słowa.

Przy dłuższym czytaniu przydaje się też mała lista haseł do późniejszej weryfikacji. Zapisuję te, których znaczenie pozostaje niejasne, zamiast natychmiast uruchamiać zewnętrzne wyszukiwanie przy każdym wątpliwym wyniku. Dzięki temu słownik wspiera oszczędne korzystanie z sieci, a ja mogę później poświęcić uwagę tylko słowom, które rzeczywiście zmieniają rozumienie tekstu.

Jak korzystam z niego w praktyce

Najlepiej działa u mnie prosty schemat: najpierw czytam całe zdanie, potem sprawdzam jedno hasło, a na końcu wracam do oryginalnego kontekstu. Nie próbuję traktować pierwszego polskiego odpowiednika jako automatycznie poprawnego w każdej sytuacji. To drobna zmiana nawyku, ale chroni przed częstym błędem polegającym na mechanicznym podstawianiu słów.

Reklamy

Przydatne jest również wpisywanie słowa w podstawowej formie, gdy odmiana nie daje jasnego wyniku. Jeśli widzę czasownik w czasie przeszłym, rzeczownik w liczbie mnogiej albo formę z końcówką, sprawdzam także możliwy rdzeń. Dzięki temu słownik staje się nie tylko miejscem do znalezienia polskiego znaczenia, ale również punktem wyjścia do rozpoznania, z jaką formą mam do czynienia.

Drugi praktyczny sposób to używanie go przy własnym pisaniu. Gdy tworzę krótką wiadomość po angielsku, mogę sprawdzić, czy dane słowo rzeczywiście oznacza to, co mam na myśli. Nie traktowałbym jednak pojedynczego wyniku jako dowodu, że całe zdanie brzmi naturalnie. Słownik pomaga wybrać słowo, ale nie zastępuje korekty składni, rejestru wypowiedzi ani sprawdzenia typowych połączeń wyrazowych.

To rozróżnienie ma znaczenie dla osób, które oczekują funkcji podobnych do zaawansowanych translatorów. Słownik jest dobry wtedy, gdy problem brzmi: „Co oznacza to słowo?”. Jest słabszym wyborem, gdy pytanie brzmi: „Jak przetłumaczyć cały akapit, zachowując sens, ton i naturalne brzmienie?”. W takiej sytuacji lepsze może być narzędzie internetowe przeznaczone do tłumaczenia kontekstowego.

Mały workflow, który oszczędza czas

Przy czytaniu książki albo dłuższego artykułu nie sprawdzam każdego nieznanego słowa. Najpierw próbuję zrozumieć ogólny sens akapitu, a dopiero później wyszukuję te wyrazy, które naprawdę blokują znaczenie. Dzięki temu aplikacja nie zamienia lektury w ciągłe przerywanie, a jej offline’owy charakter służy temu, do czego pasuje najlepiej: szybkim, punktowym interwencjom.

Dobrym zwyczajem jest też zapisywanie sprawdzonych słów poza aplikacją, na przykład w notatniku lub własnej liście nauki. Nie zakładałbym, że sam fakt wyszukania hasła sprawi, iż zapamiętam je na długo. Słownik dostarcza odpowiedzi, ale utrwalanie wymaga powrotu do słowa, użycia go w zdaniu i zauważenia, w jakich sytuacjach brzmi naturalnie.

Reklamy

Właśnie tutaj widać zarówno siłę, jak i ograniczenie programu. Nie rozprasza dodatkowymi systemami nauki, ale też nie prowadzi użytkownika za rękę. Dla mnie to zaleta, gdy chcę szybko sprawdzić znaczenie. Dla kogoś, kto potrzebuje gotowego planu lekcji, ćwiczeń i automatycznych powtórek, może to być zbyt skromne rozwiązanie.

Najlepszy scenariusz: nauka i czytanie poza siecią

Najbardziej przekonujący scenariusz widzę u osoby uczącej się angielskiego, która czyta tekst na telefonie lub korzysta z papierowych materiałów. Wyobrażam sobie wieczorną naukę przed wyjazdem: internet jest wyłączony, użytkownik ma kilka stron tekstu i chce sprawdzać tylko te słowa, bez przeskakiwania do wielu kart przeglądarki. W takim układzie aplikacja spełnia swoją funkcję bez zbędnych kroków.

Podobnie sprawdza się podczas podróży. Nie chodzi wyłącznie o brak zasięgu. Czasem użytkownik ma ograniczony pakiet danych, nie chce logować się do kolejnych usług albo potrzebuje szybko znaleźć podstawowe znaczenie na lotnisku, w hotelu czy w sklepie. Bezpłatny charakter dodatkowo obniża próg wejścia: można ją potraktować jako awaryjny słownik, nawet jeśli nie będzie głównym narzędziem językowym.

W pracy aplikacja może pomóc przy krótkich wiadomościach, nazwach funkcji, instrukcjach i prostych materiałach. Nie używałbym jej jednak jako jedynego zabezpieczenia przy dokumentach prawnych, medycznych, technicznych lub biznesowych. W takich tekstach jedno słowo może mieć znaczenie zależne od dziedziny, a prosty przekład bez definicji i szerszych przykładów może prowadzić do błędnej interpretacji.

Warto również wykorzystać ją jako pierwszy etap, a nie ostatni. Najpierw sprawdzam podstawowe znaczenie offline, potem — jeśli zdanie jest ważne — porównuję je z pełniejszym źródłem, które pokazuje przykłady użycia. Taki podział jest wygodny: aplikacja odpowiada szybko, a bardziej rozbudowane narzędzie wykorzystuję tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebuję niuansu.

Kiedy prostota działa na korzyść

Nie każdy chce instalować aplikację, która wymaga zakładania konta, uczenia się skomplikowanego interfejsu albo przechodzenia przez rozbudowaną konfigurację. W przypadku prostego słownika mniejsza liczba elementów może być zaletą. Osoba starsza, uczeń albo ktoś, kto potrzebuje narzędzia tylko od czasu do czasu, może szybciej zrozumieć jego podstawowe zastosowanie niż w rozbudowanej platformie językowej.

Jednocześnie prostota nie powinna być mylona z pełnym kursem. Jeśli celem jest mówienie, wymowa, gramatyka lub regularne budowanie zasobu słów, potrzebne będą inne metody. Ten program może być jednym elementem takiego zestawu, ale sam nie zastąpi ćwiczeń. Najuczciwiej oceniam go jako offline’owe źródło szybkich przekładów, nie jako kompletny system nauki angielskiego.

Kto skorzysta, a kto lepiej wybierze coś innego

Najwięcej zyska osoba, która już ma własny sposób nauki i potrzebuje tylko sprawnego punktu kontrolnego dla pojedynczych słów. Uczeń może używać go przy lekturze, a dorosły samouk przy krótkich tekstach lub wiadomościach. Warto też mieć go jako narzędzie zapasowe: jeśli zwykle korzystam z translatora, ale czasem jestem poza siecią, słownik wypełnia konkretną lukę bez zmuszania mnie do zmiany całego sposobu pracy.

Inaczej oceni go ktoś, kto dopiero zaczyna i oczekuje, że aplikacja sama wyjaśni różnice między podobnymi słowami, pokaże wymowę, ułoży ćwiczenia oraz poprowadzi przez kolejne etapy nauki. Dla takiej osoby lepsza może być platforma edukacyjna lub słownik z definicjami, przykładami i materiałami do ćwiczeń. Podobnie tłumacz kontekstowy będzie trafniejszym wyborem, gdy najważniejsze jest szybkie przełożenie całej wiadomości, a nie ustalenie znaczenia jednego hasła.

Przy krótkiej wiadomości do znajomego mogę najpierw sprawdzić potrzebny czasownik, a potem samodzielnie ułożyć zdanie. Gdy piszę do klienta albo przygotowuję ważną instrukcję, ten sam wynik traktuję wyłącznie jako punkt startowy i dodatkowo sprawdzam naturalność całego sformułowania. To praktyczny podział: im większe konsekwencje ma pomyłka, tym mniej rozsądne jest poleganie na samym przekładzie hasła.

Ograniczenia, o których warto pamiętać

Największe ograniczenie wynika bezpośrednio z głównej zalety. Skoro aplikacja działa bez internetu i skupia się na hasłach, nie należy oczekiwać jakości tłumaczenia całych zdań porównywalnej z narzędziami analizującymi kontekst. Przy słowach wieloznacznych użytkownik musi wykonać dodatkową pracę: przeczytać zdanie, rozważyć temat i wybrać sens pasujący do sytuacji.

Drugą kwestią jest zakres zastosowań. Około 31 tysięcy przekładów to praktyczna baza do codziennego słownictwa, ale nie gwarancja znalezienia każdego terminu, nazwy własnej czy wyrażenia specjalistycznego. Jeśli uczę się języka konkretnej branży, korzystałbym z tego słownika jako szybkiego punktu startowego, a nie jako jedynego autorytetu.

Trzecia rzecz dotyczy nauki. Sam przekład nie zawsze pokazuje, czy słowo jest formalne, potoczne, przestarzałe albo typowe dla określonego regionu. Nie każdy użytkownik potrzebuje takich informacji przy prostym sprawdzeniu, ale przy pisaniu ważnego tekstu mają one znaczenie. Wtedy lepiej sięgnąć po źródło z definicjami, przykładami zdań i informacją o użyciu.

Nie uznałbym też tej aplikacji za najlepszą opcję dla osoby, która chce tłumaczyć rozmowy, zdjęcia, długie dokumenty lub całe strony. Jej sens ujawnia się w pojedynczych hasłach. Próba używania jej do zadań wykraczających poza ten model może być frustrująca, bo użytkownik będzie oczekiwał od słownika funkcji właściwych dla translatora.

Jak ograniczyć ryzyko błędnego użycia

Najprostsza zasada brzmi: nie tłumacz słowa w oderwaniu od zdania. Jeśli wynik wydaje się dziwny, sprawdź, czy dane hasło nie pełni innej funkcji gramatycznej albo nie jest częścią stałego wyrażenia. Gdy tekst ma znaczenie zawodowe lub formalne, potraktuj wynik jako wskazówkę i zweryfikuj go w źródle pokazującym pełniejsze użycie.

Pomaga również rozdzielenie dwóch zadań. Do szybkiego zrozumienia tekstu używam słownika offline. Do napisania poprawnej, naturalnej wypowiedzi korzystam dodatkowo z korektora, podręcznika lub konsultacji z osobą znającą język. Takie połączenie jest rozsądniejsze niż oczekiwanie, że jedno małe narzędzie rozwiąże każdy problem związany z angielskim.

Co zrobić, gdy słowo nadal jest niejasne

W takiej sytuacji najpierw wracam do całego zdania i sprawdzam, jaką rolę pełni w nim dane słowo. Potem próbuję ustalić, czy potrzebuję zwykłego znaczenia, czy raczej idiomu lub terminu z konkretnej dziedziny. Jeśli nadal nie mam pewności, nie wybieram polskiego odpowiednika tylko dlatego, że pojawił się jako pierwszy. Przy ważnym tekście szukam definicji i przykładowych zdań w pełniejszym źródle; przy mniej istotnym mogę zaznaczyć hasło i wrócić do niego później.

Takie postępowanie sprawdza się również wtedy, gdy połączenie wraca po przerwie. Nie muszę ponownie szukać każdego słowa: wystarczy, że skupię się na tych pozycjach, których sens zależał od kontekstu. Słownik pozostaje wtedy szybkim narzędziem do podstawowych odpowiedzi, a dostęp do sieci wykorzystuję selektywnie, zamiast uzależniać od niego każdy etap czytania.

Dla kogo będzie dobrym wyborem

Moim zdaniem największą korzyść odniosą uczniowie, osoby samodzielnie uczące się angielskiego, podróżujący oraz czytelnicy, którzy regularnie trafiają na pojedyncze nieznane słowa. Dobrze pasuje też do telefonu używanego jako zapasowe źródło informacji. Nie trzeba budować wokół niego całego procesu nauki, żeby odczuć jego wartość.

Popularność aplikacji jest spora: ma ponad milion instalacji, średnią ocenę 4,3 i około 13 tysięcy ocen. To sugeruje, że prosty model słownika odpowiada wielu użytkownikom, choć sama liczba ocen nie powinna zastępować własnej oceny potrzeb. Jeśli zależy mi na offline’owym sprawdzaniu podstawowych przekładów, te sygnały są zachęcające. Jeśli potrzebuję rozbudowanych funkcji językowych, powinienem patrzeć przede wszystkim na zakres narzędzia.

DIC-o rozwija ten produkt jako bezpłatną aplikację z kategorii książek i materiałów źródłowych. Data wydania przypada na 14 sierpnia 2012 roku, co dobrze pasuje do jego klasycznej, użytkowej koncepcji: ma być podręcznym słownikiem, a nie rozbudowaną platformą społecznościową. Oznaczenie PEGI 3 sprawia, że może być używany przez szerokie grono odbiorców, także w podstawowych sytuacjach edukacyjnych.

Słownik angielsko - polski poleciłbym komuś, kto chce mieć szybki dostęp do angielsko-polskich przekładów i nie potrzebuje stałego połączenia z siecią. Najlepiej sprawdzi się jako narzędzie pierwszego kontaktu ze słowem: lekkie w założeniu, praktyczne w podróży i wygodne przy czytaniu. Nie poleciłbym go natomiast osobie szukającej pełnego tłumacza kontekstowego, ćwiczeń, wymowy albo specjalistycznych objaśnień.

Moja końcowa ocena jest więc pozytywna, ale świadomie ograniczona do tego, co aplikacja robi najlepiej. Jej siła tkwi w dostępności offline i szybkim sprawdzaniu haseł, a nie w zastępowaniu wszystkich innych narzędzi językowych. Jeśli zaakceptuję tę granicę i będę czytać wynik w kontekście, dostaję użyteczny, darmowy słownik, który warto mieć pod ręką.

Zalety

  • Działa bez połączenia z internetem po pobraniu bazy słów.
  • Zawiera przykłady użycia wielu haseł w codziennych kontekstach.
  • Szybkie wyszukiwanie ogranicza czas potrzebny na znalezienie tłumaczenia.
  • Obsługuje wyszukiwanie części słowa i różne formy gramatyczne.
  • Niewielkie wymagania sprzętowe nie obciążają znacząco telefonu.

Wady

  • Nie wszystkie hasła zawierają wymowę lub nagrania audio.
  • Jakość tłumaczeń może zależeć od konkretnego znaczenia słowa.
  • Interfejs może wydawać się zbyt prosty dla zaawansowanych użytkowników.
  • Brakuje rozbudowanych ćwiczeń utrwalających nowe słownictwo.
  • Niektóre dodatkowe funkcje mogą wymagać wyświetlania reklam.

Często zadawane pytania

Czym jest aplikacja Słownik angielsko - polski i do czego służy?

Słownik angielsko - polski to aplikacja przeznaczona dla osób, które chcą szybko sprawdzać znaczenie angielskich słów i zwrotów w języku polskim oraz odwrotnie. Może przydać się podczas nauki, pracy, podróży albo czytania treści w języku angielskim. Poza samym tłumaczeniem pozwala zwykle wygodnie wyszukiwać hasła i wracać do wcześniej sprawdzanych słów, dzięki czemu sprawdza się jako podręczne narzędzie na co dzień.


Czy Słownik angielsko - polski działa bez dostępu do internetu?

Możliwość korzystania ze słownika offline zależy od konkretnej wersji aplikacji oraz pobranych wcześniej pakietów językowych. W wielu przypadkach podstawowe hasła można sprawdzać bez połączenia z internetem, co jest szczególnie wygodne w samolocie, za granicą lub przy ograniczonym transferze danych. Przed wyjazdem warto otworzyć aplikację i upewnić się, że potrzebne zasoby zostały zapisane na urządzeniu.


Czy aplikacja oferuje wymowę angielskich słów?

Wymowa jest jedną z najbardziej przydatnych funkcji podczas nauki języka, jednak jej dostępność może zależeć od konkretnego hasła i wersji aplikacji. Jeśli aplikacja korzysta z nagrań lub syntezatora mowy, użytkownik może łatwiej sprawdzić poprawną wymowę i ćwiczyć mówienie. Trzeba pamiętać, że jakość odczytu może różnić się w zależności od urządzenia, ustawień dźwięku oraz tego, czy używana jest wymowa brytyjska lub amerykańska.


Czy Słownik angielsko - polski nadaje się do nauki języka angielskiego?

Aplikacja może być bardzo pomocna w nauce, szczególnie przy poszerzaniu słownictwa, odrabianiu prac domowych i szybkim wyjaśnianiu nieznanych wyrażeń. Sam słownik nie zastąpi jednak pełnego kursu językowego, ponieważ nie zawsze zapewnia ćwiczenia gramatyczne, rozbudowane lekcje czy rozmowy z lektorem. Najlepsze rezultaty daje używanie go razem z podręcznikiem, aplikacją edukacyjną oraz regularnym kontaktem z językiem.


Czy korzystanie z aplikacji jest bezpłatne i czy zawiera reklamy?

Podstawowe funkcje Słownika angielsko - polskiego mogą być dostępne bezpłatnie, ale aplikacja może wyświetlać reklamy albo oferować dodatkowe opcje w ramach zakupów. Przed instalacją warto sprawdzić informacje w sklepie Google Play lub App Store, zwłaszcza sekcję dotyczącą zakupów w aplikacji i subskrypcji. Należy również zwrócić uwagę na wymagane uprawnienia oraz politykę prywatności, aby wiedzieć, jakie dane mogą być przetwarzane podczas korzystania.

Reklamy
Słownik angielsko - polski icon

Słownik angielsko - polski

Książki i materiały źródłowe

Aplikacje odpowiadające na te same potrzeby

Więcej

Słownik angielsko - polski

Ta witryna zawiera niezależne materiały informacyjne na temat aplikacji mobilnych tworzonych przez podmioty zewnętrzne. Nie odpowiadamy za tworzenie ani dystrybucję aplikacji. Wszystkie nazwy aplikacji, logotypy i znaki towarowe należą do ich właścicieli. Dane kontaktowe deweloperów i polityki prywatności podano wyłącznie w celach informacyjnych. Skontaktuj się z deweloperem pod adresem dic-o@dic-o.com, http://www.dic-o.com lub https://dic-o.com/privacy-policy-android/.